Ekonomia współdzielenia w czasach pandemii

Czy przymusowe ograniczenia wywołają trwałą zmianę postaw? Obserwacja zachowań konsumentów po częściowym odmrożeniu gospodarki wskazuje raczej na chęć powrotu do starych postaw i modeli konsumpcji. Pandemia pokazała zarówno najlepsze, jak i najgorsze strony ludzkiej natury. Z jednej strony ludzie klaszczą medykom na balkonach, zaś inni wykluczają ich ze swoich społecznościczy donoszą na swoich sąsiadów. Podobnie może być z modelem konsumpcji. Część społeczeństwa będzie bardziej świadoma, część – nie zmieni w swoich zachowaniach niczego. Na szczęście stale powiększa się liczba bardzo świadomych konsumentów, wspierających gospodarkę cyrkularną – wszyscy powinnyśmy promować takie postawy.

Rozmowa z dr. Bartłomiejem Dessoulavy-Śliwińskim z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jaki wpływ może mieć na ekonomię współdzielenia kryzys wywołany COVID-19?

Kryzys wywołany koronawirusem zapewne zwrócił uwagę wszystkich przedsiębiorców na modele konsumpcji oraz na nowe modele biznesowe przedsiębiorstw. Wydaje się, że sytuacja ta przyspieszy zmiany i wymusi wyższy poziom innowacyjności modeli biznesowych, zarówno w obszarze propozycji wartości (czyli na przykład oferowania nowych produktów czy usług dla klientów), ale również architektury wartości, czyli sposobu zarządzania zasobami firmy oraz budowania głównych kompetencji (w tym, przykładowo, korzystania z pracy zdalnej). Zjednej strony mamy więc zmieniającego się klienta i konkurentów, z drugiej zaś – musimy spojrzeć m.in. na wydajność i nowe sposoby organizacji pracy. Współdzielenie może być jednym z ważniejszych elementów innowacyjnego modelu biznesowego, ale oprócz tego znaczenie ma również wprowadzanie nowych modeli rozliczeń (na przykład płatności abonamentowych) czy zwiększanie poziomu zaangażowania klientów związanego z produktem lub usługą (realizując przy okazji zadania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu).

Jak na nowe modele może zareagować cała gospodarka?

W myśli ekonomicznej zagadnienia takie jak współdzielenie zasobów są obecne od dawna, ale wydaje się, że ich skuteczność jest uzależniona od znalezienia nowego zintegrowanego modelu gospodarki i społeczeństwa oraz umiejętne włączenie się państwa w kształtowanie odpowiednich mechanizmów angażujących. Ramy całej gospodarki ulegają w tej chwili przebudowie, a ekonomia musi otworzyć się na poszukiwanie dobra wspólnego i uwzględniać sieć dotychczas niezauważanych współzależności. Trochę niespodziewanie zaczynamy dostrzegać zalety gospodarki cyrkularnej, wiele zmian dokonuje się przy tym się organicznie, jak na przykład skrócenie łańcuchów dostaw towarów, wywołane częściowo przez deglobalizację w związku z ograniczeniami przemieszczania ludzi. Sposobem na ochronę lokalnych przedsiębiorców staje się budowanie zaangażowania klientów poprzez akcje społeczne lub aplikacje (na przykład nowojorska #HelpMainStreet czy polska #WspieramGastro). Pojawia się jednak pytanie, jak trwały jest ten model? Być może już w tym momencie powinien być utrwalany i wspierany przez działania państwa czy samorządów? Część komentatorów obecnej sytuacji wyraża pogląd, że obecny kryzys może być okazją do wygenerowania systemowej zmiany w sposobie zarządzania krajami i planetą, część natomiast uważa, że kryzys nie wystarcza do popchnięcia spraw nas we właściwym kierunku, ponieważ nadal jesteśmy pod głębokim wpływem wartości i wizji, które internalizowaliśmy przed nim. Pojawia się pytanie – kto miał rację? Jednak zweryfikuje je dopiero przyszłość.

Co na to ekonomiści?

W XIX wieku ekonomiści i naukowcy innych dziedzin grali w jednej drużynie, później nastąpiła izolacja poszczególnych dziedzin nauki i ich specjalizacja. Wynikało to zarówno z kształtu instytucji naukowych i ich naukowej izolacji (ważną rolę w tym podział na specjalizowane uczelnie: politechniki, akademie medyczne, uniwersytety, szkoły rolnicze), jak też ze sposobu finansowania prac naukowo-badawczych. Teraz nadchodzi czas na radykalny zwrot – co prawda podejmuje się coraz więcej badań multidyscyplinarnych i transdyscyplinarnych, ale nie wydaje się to być wystarczające, co widać w obecnej sytuacji kryzysowej. Zespoły matematyków współpracują obecnie z wirusologami w celu wypracowania modeli rozwoju epidemii, ekonomiści zaczynają współpracować z biologami itp., ale ten typ współpracy nie jest jeszcze powszechny poza nielicznymi interdyscyplinarnymi ośrodkami badawczymi (np. CeNT UW). Niektórych problemów społecznych czy gospodarczych nie da się bowiem rozwiązać w ramach jednej dziedziny czy wyłącznie mechanizmami wolnorynkowymi. Brak przygotowania na obecny kryzys epidemiologiczny jest po części wynikiem braku odpowiednich działań wyprzedzających, na przykład braku wcześniejszego finansowania zespołów badawczych pracujących nad opracowaniem leków antywirusowych. Działania takie powinny być podejmowane w oparciu o analizę ryzyka oraz analizę potencjalnych kosztów i korzyści społeczno-ekonomicznych, których nie są w stanie wykonać sami wirusolodzy.  Teraz doskonale widać, że epidemia nie jest problemem wyłącznie medycznym – dotyka ona prawie wszystkich dziedzin. Niestety, oprócz braku interdyscyplinarnej współpracy, nie ma czasami zgodności w fundamentalnych kwestiach w ramach poszczególnych dziedzin, takich jak np. wzrost gospodarczy w ekonomii. Część ekonomistów twierdzi, że planeta nie jest w stanie wytrzymać dalszego wzrostu gospodarczego w obecnym tempie, dla innych jak najszybszy wzrost jest pożądany, ponieważ zmniejsza ubóstwo. Pojawia się więc kolejne pytanie: która z tych opcji znajdzie odzwierciedlenie w polityce gospodarczej?

Jak można rozwiązać te kwestie w obliczu kryzysu?

Mamy w tej chwili do czynienia z „kryzysem złożoności”. Epidemia spowodowała zmiany we wszystkich obszarach życia społecznego i gospodarczego. Konieczność dopasowania się do wyzwań, które pojawiły się nagle (jednak nie niespodziewanie, co potwierdzają wirusolodzy), daje szansę na zmianę. Jedną z ciekawszych koncepcji jest model Dughnouth ecomomics, zaproponowany przez Kate Raworth, w którym autorka proponuje wizualizację systemów społeczno-gospodarczych (przy czym mogą to być zarówno kraje, jak też miasta – np. Amsterdam, w którym podjęto już pracę nad wdrożeniem tej koncepcji w życie), która zakłada, że są dwa pierścienie określające przestrzeń dla polityki gospodarczej. Wewnętrzny określa minimum niezbędne do prowadzenia dobrego życia, od żywności i czystej wody do zapewnienia wystarczającej liczby mieszkań, świadczeń edukacyjnych czy opieki zdrowotnej, zaś zewnętrzny – reprezentuje ekologiczny sufit, określony przez naukowców zajmujących się kwestiami zrównoważonego rozwoju. Bardzo podobają mi się słowa zastępczyni burmistrza Amsterdamu, Marieke van Doorninck, która w wywiadzie dla Guardiana stwierdziła, że „może wydawać się dziwne, że rozmawiamy o późniejszym okresie, ale jako rząd musimy to robić… to ma nam pomóc nie polegać na łatwych mechanizmach”. Zwraca się jednocześnie do szerszego grona interesariuszy, którzy muszą rozumieć zarówno działanie, jak i kompleksowość modelu opartego na samoograniczeniu rozwoju oraz docenić efekty, jakie przyniesie on w przyszłości.

A co ze zwykłym konsumentem?

Na poziomie indywidualnych postaw konsumenckich również widzimy przewartościowanie. Warto odnieść się tutaj do teorii Lidewij Edelkoort o kwarantannie potrzeb i konsumpcji, zgodnie z którą następuje obecnie zmiana systemu wartości i redukcja konsumpcji. Pozostaje jednak pytanie, czy zmiana, która wynika z obecnego kryzysu epidemiologicznego, będzie wystarczająco trwała, jak uważa Edelkoort? Z pewnością pozostaną z nami na dłuższy okres pewne zachowania jako konsumentów, część z nich może jednak szybko znikać lub ewoluować. Czy przymusowe ograniczenia wywołają trwałą zmianę postaw? Obserwacja zachowań konsumentów po częściowym odmrożeniu gospodarki wskazuje raczej na chęć powrotu do starych postaw i modeli konsumpcji. Pandemia pokazała zarówno najlepsze, jak i najgorsze strony ludzkiej natury. Z jednej strony ludzie klaszczą medykom na balkonach, zaś inni wykluczają ich ze swoich społecznościczy donoszą na swoich sąsiadów. Podobnie może być z modelem konsumpcji. Część społeczeństwa będzie bardziej świadoma, część – nie zmieni w swoich zachowaniach niczego. Na szczęście stale powiększa się liczba bardzo świadomych konsumentów, wspierających gospodarkę cyrkularną – wszyscy powinnyśmy promować takie postawy.

Jak można wspierać przedsiębiorców i jak przedsiębiorcy mogą wspierać społeczeństwo?

System gospodarczy jest bardzo złożony. Wypracowane przez wiele lat powiązania między elementami tego systemu zostały w różnych miejscach zerwane lub ograniczone. Zajmując się restrukturyzacją przedsiębiorstw i zarządzaniem kryzysowym widzę, jak bardzo ważna jest ochrona firmy w pierwszym okresie po wystąpieniu kryzysu. Duże firmy są doskonale przygotowane na sytuacje kryzysowe i wprowadziły pewne działania w tym zakresie, np. scentralizowanie uprawnień, renegocjacje umów czy zawieszenie części przepływów pieniężnych. Tak postępuje się w sytuacjach kryzysowych do momentu, gdy nie uda się opanować sytuacji na tyle, żeby móc kontynuować działalność. Dobrze, że część dużych firm podjęło działania także w interesie swoich pracowników oraz dostawców, i choć nie wszystkie tego typu działania są widoczne na zewnątrz, mamy szereg pozytywnych przykładów, jak np. działania firmy LPP, która reprezentuje nie tylko siebie, ale stara się wraz z innymi pracodawcami branży handlowej wypracować nowy model funkcjonowania sklepów w galeriach handlowych. W sytuacjach kryzysowych podkreśla się również konieczność solidarnego ponoszenia kosztów kryzysu, jednak w tym zakresie nadal jest wiele do zrobienia – pomoc publiczna oferowana przedsiębiorcom dotyczy jedynie wybranych obszarów gospodarki, ponadto wszystkie relacje gospodarcze nie są wystarczająco dobrze przeanalizowane. Dla części działalności problemem jest obecnie konieczność zapłacenia podatków, dla części pomoc publiczna w proponowanej postaci jest zbyt niska. Kryzys wywołał przede wszystkim zatrzymanie przepływów finansowych między firmami. To jest jeden z głównych problemów, który nie został rozwiązany, nie wprowadzono wsparcia w postaci instrumentów faktoringowych czy wprowadzenia ulgi w VAT na niezapłacone faktury. Niewystarczająco przeanalizowano modele współpracy B2B (business to business) oraz wzajemne powiązania wewnątrz i pomiędzy branżami – przecież gospodarka nie składa się wyłącznie ze sklepów, zakładów fryzjerskich czy restauracji.

Jakie są szanse dla przedsiębiorców?

Uważam, że w chwili obecnej większość przedsiębiorców musi dokonać mniej lub bardziej radykalnych zmian, a dzięki czemu zaistnieje szansa na przyspieszenie powstawania innowacyjnych modeli biznesowych. Dla niektórych rodzajów działalności przejście do nowego modelu działania będzie automatyczne, na przykład dla usług fryzjerskich czy kosmetycznych (systemy rezerwacji, płatności internetowe), dla innych musi ulec on radykalnej zmianie, chociażby dla handlu spożywczego czy odzieżowego (wprowadzenie sprzedaży online, zmiana formatu sklepu tradycyjnego). Część firm, między innymi platformy zakupowe żywności czy produktów lokalnych, może skorzystać z szansy wynikającej ze zmiany modeli zakupowych wywołanej epidemią, stosunkowo łatwo budując bazę klientów, a przy okazji realizując cele gospodarki cyrkularnej. Miejmy nadzieję, że, oprócz adaptacji nowych rozwiązań organizacyjnych oraz technologicznych po zakończeniu obecnego kryzysu, staniemy się również bardziej świadomi ekologicznie i zaczniemy lepiej rozumieć złożoność otaczającego nas świata.

Rozmowa z dr. Bartłomiejem Dessoulavy-Śliwińskim z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Tekst rozmowy jest do pobrania tutaj.

dr Bartłomiej Dessoulavy-Śliwiński

Adiunkt w Katedrze Informatyki Gospodarczej i Analiz Ekonomicznych Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się problematyką restrukturyzacji firm, rynkiem nieruchomości i gospodarką cyrkularną.  Posiada również wieloletnią praktykę w zarządzaniu podmiotami gospodarczymi.

Copyright © 2020 Uniwersytet Warszawski.